piątek, 6 lutego 2015

Rozdział trzydziesty

Ignorowałam tą gulę w moim gardle, bo nie powinnam płakać.
Łzy nie są dla słabych, właśnie trzeba być silnym, by pokazać to co się naprawdę czuję.
Cokolwiek to jest, czuję jakby śmiało się ze mnie za każdym razem, kiedy się odwracam.
Chce tylko krzyczeć.
Ty masz zamek, a ja mam klucz.
Czy staniesz się moim bohaterem ?
Jestem trochę ślepa, powinieneś mnie znaleźć.
Tak to ja, ta zabłąkana wśród tych wszystkich fałszywych ludzi.
Daj mi oddychać, bo się duszę.


Czy jeśli te latające samoloty byłyby spadającymi gwiazdami poprosiłbyś o bogactwa ? Kiedyś poprosiłabym o coś takiego jak sława, a dziś ? Pragnę jedynie spokoju i wydostania się z tego miejsca autodestrukcji potocznie zwanego psychiatrykiem. Te ściany słyszały więcej przerażających historii niż mogę sobie wyobrazić, a mimo wszystko nie przeraża mnie to. Chciałabym je wszystkie usłyszeć i pomóc tym ludziom. Jeśli musieli przez to przechodzić to są dla mnie bohaterami. Codzienna rutyna polegała na licznych terapiach, spożywania leków, spędzania czasu w sali wspólnej lub w swoim pokoju. W zależności od zachowań miałeś, co innego. Jeśli ktoś źle się zachowywał znikał i już nie pojawiał się w tej samej sali, co reszta tym samym skazanym na tymczasową izolację.
Odwiedziny nie były częstym zjawiskiem. Spędzałam czas z Bellą tylko, kiedy nam na to pozwalano. Nie chciałyśmy zostać tu dłużej, a jednocześnie nie mogłyśmy wytrzymać oddzielnie. Około 19 każdego dnia po lekarstwach robiłam się otępiała i senna tym samym nie mogłam dojść do pokoju bez stracenia przytomności. Nie wiem, co działo się z moim organizmem, ale zgadzałam się na to wszystko, byle tylko szybko wrócić do domu. Prawdziwego domu. Udałyśmy się razem z resztą do pokoju wspólnego i zasiadłyśmy jak najbliżej siebie z Bellą, tym samym jak najdalej od reszty ludzi. Większość z nich miała faktyczne problemy, ale zdarzali się też tacy jak ja. Nie wiedziałam, czemu tu jestem, a jednocześnie z każdym dniem zdobywałam kolejne argumenty mojego przybycia do tego miejsca w karcie pacjenta. Zdobyte tu, a nie przed przybyciem. Bella zawsze stawała się o wiele cichsza, kiedy przebywaliśmy z resztą tym samym nasza rozmowa polegała na wzajemnych szeptach.
-Ile tu nas jeszcze będą trzymać ? - spytałam
-Ponoć chcą dłużej, ale ja tego nie zniosę. - przytuliłam ją do siebie
-Jesteśmy tu razem.
-Przepraszam, że cię w to wplątałam.
-To oni mnie w to wplątali. Już ja się o to postaram, by zabić Edwarda i trafić do więzienia.
-Wtedy razem. Chętnie Ci pomogę. - uśmiechnęła się lekko w moją stronę, na co odpowiedziałam jej tym samym i przytaknęłam głową. Po chwili zajęłyśmy się grą w karty, a został wprowadzony do środka kolejny pacjent. Był ubrany w tradycją już tu " piżamę " dla tych z poważnymi zaburzeniami, skłonnościami. Jego rozczochrane brązowe włosy wykręcały się w każdą stronę, a niektóre tworzyły małe loczki. Oczy miał jak dwa czarne węgle i nie wiedziałam jakim cudem można mieć taki kolor.  Był dobrze zbudowany i cóż....przystojny. Ale co z tego ? Jesteśmy w psychiatryku, a ja chce się stąd wydostać, a nie z kimś flirtować ! Chce pokazać tym wszystkim opiekunom, lekarzom, że jesteśmy naprawdę zdrowe. Potrzebne nam tylko wsparcie. Swoje nawzajem mamy, a to najważniejsze.
-Widziałaś go wcześniej ?  - spytałam cicho widząc, że Bella też patrzy na tego kolesia i przygląda mu się.
-Nie. Może wyszedł z izolatki ? - jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że z Bellą było coraz lepiej. Bardziej się otwierała przede mną. To już nie było to co przez telefon, że ja nawijałam, a ona raz po raz coś dopowiedziała. Teraz wszystko nadrabiałyśmy. Nie miałam pojęcia, że tak wiele od mojego wyjazdu się zmieniło i jak mało wiedziałam prawdy. Rozglądał się uważnym wzrokiem po wszystkich, aż zatrzymał się na mnie i nie odchodził wzrokiem dalej. Odwróciłam na chwilę wzrok, lecz, gdy tylko spojrzałam z powrotem na niego znów patrzał się na mnie. Ciągle i wciąż, a ja próbowałam tylko zrobić wszystko, by nie patrzał. Czarne węgle trącały w naszą stronę chłód i nienawiść. A może tylko w moją ? Obie przez niego byłyśmy spięte do końca pobytu w tej sali na dzisiejszy dzień. Rozmawiałyśmy cicho obawiając się, że ktoś nas usłyszy. W końcu doprowadzone przez opiekunów traciłyśmy do swoich sal. Miałyśmy oddzielne i trafiłyśmy na piętro, gdzie każda salka była jednoosobowa. W środku znajdowało się niewygodne, szare skrzypiące łóżko. Na jego powierzchni leżało wciąż zmięta pościel, która swoją szorstką warstwą niemal raniła moją skórę. W nocy marzyłam tylko o tym, by to był tylko sen. Tam, gdzie byłyśmy wcześniej, gdzie pokazano naszym rodzinom warunki nie równało się z tym, co było tutaj. Obok łóżka jedynym, co znajdowało się jeszcze w pokoju była mała szafka, która przechowywała moje rzeczy, picie i lekarstwa przepisane przez któregoś z lekarzy. Niestety, były one bez nazwy, a smakowały niczym psie jedzenie. Rozumiem, że lek nie ma obowiązku smakować, ale gdyby te okna nie miały tak ciasnych krat i można by było je do woli otwierać wyrzuciłabym je nie rozmyślając wiele. Usiadłam na brzegu łóżka, które lekko załamało się pod moim ciężarem, a przysięgam, że ważyłam mało. Naprawdę niewiele, bo często zamiast jeść te papki, co nam dawali wolałam zostawiać ledwo tknięte. Ponoć zdrowe jedzenie, wyglądało jak zlewki. Wyciągnęłam z szafki dwie książki, jakie posiadałam lecz nie miałam ochoty ich czytać po raz kolejny. Komórka z wyczerpaną kartą także do niczego nie była mi potrzebna. W takim momencie zastanawiałam się, gdzie jest ta moja idealna rodzina. Czemu nikt nie dzwoni ? Czemu nikt nie przychodzi ? Czemu nie wierzą w moją niewinność ? Dlaczego dają nam tu siedzieć wśród tych wszystkich strasznych ludzi ? Chodziłam bez celu dookoła pokoju aż usłyszałam, że kogoś zamykają w sali po mojej prawej stronie. Naprzeciwko była Bella, a po obu moich stronach do tej pory nie było nikogo.
-Witamy w nowej sali, Evan. Mam nadzieję, że ta ci się bardziej podoba niż poprzednia. - usłyszałam przemiły głos jednej z właścicielek i śmiech jednego z ochroniarzy. Podeszłam specjalnie bliżej bocznej ściany i przystawiłam ucho, by lepiej usłyszeć.
-Nie ma tu waszych wspaniałych rzeczy relaksacyjnych, więc jest wspaniale. - usłyszałam niski, zachrypnięty głos. - Jest ktoś obok ? - usłyszałam jeszcze pytanie, kiedy położyłam się na łóżku
-Po prawej. - odparła i mocno trzasnęła ciężkimi drzwiami potem je zamykając na klucz. Zastanawiałam się, czemu ten chłopak tam siedzi. Zastanawiałam się każdej historii tych osób. Tyle, ile chciałam wiedzieć, tyle nie wiedziałam. Zniechęcona do czegokolwiek, ale i zdeterminowana podeszłam do drzwi i zastukałam w małe okienko, tak, że szybko w tym naprzeciwko zauważyłam Issie.
-Wydostaniemy się stąd razem. - powiedziałam uśmiechając się smutno
-Jak najszybciej. - odparła, była przerażona tym, wszystkim, co działo się dookoła nas. Płacz niczego nie rozwiązywał, a szloch było tu słychać częściej niż muzykę.
 Nieśmiertelna przyjaźń, bo ile razy ktoś próbował nas sprowadzić na ziemie, my na niej byłyśmy razem.


Selinka : Po tak długiej przerwie witam z powrotem. Napisałam, nie jest najgorszy, ale jak na taki okres, wiem, że za krótki. Mam nadzieję, że każdy, kto go przeczyta, to nam skomentuje. Pisałam go długo, mimo, że ktoś pomyśli może, że na odwal. Naprawdę nie jest mi łatwo ostatnio połączyć obowiązki z pisaniem.
Czekamy na komy.
Buziaki
Selinka :*

Issie  : Mi tam się bardzo podoba. Nie wiem, kiedy się pojawi nn, ale proszę komentujcie nam.
Buziaki
Issie :*