piątek, 14 listopada 2014

Rozdział dwudziesty dziewiąty

Idę tą samą drogą,
Gdzie cię spotkałam.
To nic wielkiego, 
Że pytasz kiedy wstanę.
Szukasz w moich słowach podtekstów.
Że nadal masz dla mnie znaczenie.
Lepiej daj sobie spokój.
Nie mów nic.
Twoje słowa nie mają dla mnie znaczenia.
Chcesz żyć ubiegłym dniem?
To nie ma żadnego znaczenia.
Nie umiesz wyczuć tej melodii, 
Bo po drodze zgubiłeś rytm.
Utopiłeś nadzieje i sny.
Przez to, co chciałeś mieć,
wszystko zniszczyłeś.
I teraz jesteś przegrany.
Nie chce o tobie pamiętać.
Twój ból mnie już nie wzrusza.
Odkąd odszedłeś i postanowiłeś, że uciekniesz.
Teraz próbujesz za mną biec.
Po drodze się potykasz.
Toniesz w niepamięci.
Nie zdążysz do mnie na czas.
Jestem już daleko.
Za mną idzie mój przyjaciel,
którym ty nigdy nie byłeś.
Nie zobaczysz co czułam,
bo nigdy mnie nie znałeś.
Dla ciebie jestem zagadką.
Słyszę szum w mojej głowie.
Po raz kolejny odchodzisz.
Jesteś aniołem śmierci.
Rzucasz na mnie klątwę.
Zatruwasz mnie swoim jadem.
Topisz we własnych łzach.
Jesteś moim wspomnieniem.
Kimś więcej niż będę ja.
Zapełnisz ta pustkę,
koisz mój gniew.
Jesteś moją częścią.
Na zawsze będę ją mieć. 
*Perspektywa Belli*
Zabawne. Całe życie gramy. Idealizujemy osoby, a których nam zależy lub które kiedyś były dla nas ważne. Ale miłość jest ślepa. Nikt nie wie od czego wszystko się zaczęło. Lub raczej od kogo. Odkąd jesteśmy z Ellie w tym ośrodku, sądzę, że zbliżyłyśmy się do siebie. Wiem, że jestem dla niej ciężarem, ale powoli zaczynam rozumieć, że najwyraźniej rzeczywiście nic nas nie zniszczy. Bo nie mogę tak po prostu zwątpić, jeśli chcę spróbować się odnaleźć w tym wszystkim. Nie jestem sama. Już nie czuję tej wiecznej pustki. Za każdym razem kiedy po raz kolejny spotykam się z Stefanem, Damonem lub Jazzem widzę, że chcą mi pomóc. Jest jeszcze Eddy. Brakuje mi go, ale podobno ma ważniejsze sprawy na głowie...Tak sądzę, bo odkąd tu jestem nie odwiedził mnie ani razu. Zresztą....Czemu miałby do mnie przyjść? Było mu zwyczajnie mnie szkoda. Nic więcej. Usłyszałam pukanie do drzwi. Wiedziałam, że to Jared- mój psycholog. Jest tylko piec lat starszy ode mnie. Szczerze mówiąc, nie ufam mu. Nie lubię kiedy na stołówce piorunuje mnie wzrokiem i śledzi każdy mój krok. Przeraża mnie to.
-Witaj Bello. Wyspałaś się?
-A jak sądzisz? Pewnie było mnie słychać w całym ośrodku, co?
-Nie...Właśnie byłaś spokojna. Był u ciebie taki chłopak.- zdziwiona spojrzałam na niego.
 -Kto?
-Przedstawił się jako Damon Salvadore. Czeka na korytarzu. Wiem, że nie powinienem go wpuszczać, ale powiedział, że musi ci coś przekazać.
-Zawoła go pan?- odwróciłam się w jego stronę, kiedy ktoś za nami wybuchnął śmiechem. Od razu wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam w ramiona Damonka. Tak naprawdę nigdy nie sadziłam, ze tak bardzo zacznie mi na nim zależeć. Już się go nie boje. Prawie...
-Oj Belly, gdzie ty znowu odjechałaś?-zapytał  mnie z rozbawieniem w głosie.
-Nigdzie...Po prostu nie najlepiej się dziś czuje.
-A co się dzieje misiu?
-Nienawidzę ich. Po prostu nienawidzę.
*Perspektywa Damona*
Bella się mnie już nie bała. To spostrzeżenie było dla mnie największym prezentem od losu. Pozornie wszystko zaczęło się układać. Właśnie. Pozornie. Tak naprawdę czasem wydaje mi się, że tak naprawdę nikt jej nie znał. Ale to tylko moja opinia. Wierzę, że będzie z nią jeszcze lepiej. Bo przecież po burzy zawsze wstaje słońce, tak? Mam nadzieje. Po raz pierwszy zależało mi na kimś bardziej niż na mnie samym. Naprawdę. Traktowałem ją jak siostrę. Byłem przyzwyczajony do tego, że jestem sam, a teraz wszystko się zmienia. Zmienia na lepsze. Wiem, że Bella ma jeszcze opory i nie ufa. Z tego co wiem, to stała się taka od śmierci swojego brata. Tak powiedział mi Jasper, a on mnie nienawidzi. Wie jednak, że musi mnie zaakceptować, bo Bella mu tego nie wybaczy, a ona znaczy dla niego tyle co dla mnie. W końcu została mu  tylko ona. Aktualnie wyciągnąłem ją na piknik. Taki jakby. No...Po prostu poszliśmy na łąkę. Znając życie i tak nikt nie tknie jedzenia. Ale może uda mi się ją trochę oderwać od tego głupiego świata.
- O czym marzysz?
-Hmm?- jej spojrzenie było dziwnie odległe. Jakby przysłuchiwała się wszystkiemu z oddali, a nie siedząc obok mnie.
-Pytałem o twoje marzenia słonko. Gdzie teraz się podziewałaś?
-W ogródku. Z Jazzem.
-Wspominasz.- to nie było pytanie. Nie w sposób było tego nie zauważyć. Szkoda tylko, że ona nie potrafiła spostrzec., że to jej szkodzi.
-Możliwe. A jeśli mówimy o marzeniach to chcę znów być dzieckiem.
-Dlaczego?
-Dla dzieci nawet czerń jest kolorowa.  Tęsknię za tą nieświadomością, że zło w ogóle istnieje. - przytuliłem ją.
-Nie martw się. Będzie lepiej.
-Wiesz, to mnie denerwuje. wszyscy mi to powtarzacie, a tak naprawdę nie możecie powiedzieć, czy rzeczywiście tak będzie.
-Ale wierzyć chyba warto, co?
-Wierze w Elenę. I w naszą przyjaźń. Tyle mi wystarczy.
*Perspektywa Edwarda*
Jestem wrednym idiotą. Wiem, że powinienem choć odwiedzić Issie. Tylko, że tak naprawdę to się boję. Staje mi się bliska. Zdecydowanie za bliska. To nie jest już zwykła relacja sympatii między pacjentem, a psychologiem. To się przerodziło w coś o wiele trwalszego. Muszę o niej zapomnieć. Najlepiej tak, by nie musiała przeze mnie cierpieć. Usłyszałem, że ktoś do mnie dzwoni. Elena. Odebrać czy nie?  To w końcu moja siostra. Wypadałoby.
-Hey Ellie.
-Ty mi tu nie gadaj idioto! Co ty sobie myślisz? Hmmm? No ja sie ciebie pytam?! Wiedziałam, że jesteś debilem, ale kurde zaraz napisze do matki, że wychowała downa i to w dodatku najgłupszego na świecie!
-Ale siostra o co ci chodzi?
-Ty mi tu nie siostruj! Lepiej weź rusz swoje szanowne cztery litery i przyjedź do nas, bo Issie o ciebie pyta.- wysiliłem się na jak najbardziej obojętny ton na jaki było mnie stać.
-Ale ja nie jestem jej niańką!
-Tak? Uważasz, że to, byś ją łaskawie odwiedził skoro jeszcze niedawno nazywałeś ją przyjaciółką to niańczenie jej? W takim razie pieprz się Cullen!
-Przykro mi, ale nie mam z kim.
-To idź do lasu. Na pewno kogoś tak znajdziesz, kto będzie dla ciebie odpowiedni, bo dla mojej siostry nie jesteś ani odrobinę odpowiedni.
-A ja jestem twoim bratem. Więc mnie zrozum.Ona nie ma dla mnie znaczenia. - To zabawne jak kłamstwo może pięknie brzmieć w ustach człowieka. Podobno jeśli się je wielokrotnie powtarza to ono staje się prawdą. To co? Popróbujemy, prawda?
-W takim razie jesteś podły. I  módl się, by Bella ci to wybaczyła jak dojdziesz do właściwych wniosków, bo ja na jej miejscu bym cię olała w cholerę.- rozłączyłem się. Bo ile mam słuchać pretensji własnej siostry. Miała wybór. Wybrała ją. A ja nigdy jej tego nie wybaczę, bo skoro jest moją siostrą to powinna mnie wspierać w każdej decyzji. bez względu na wszystko inne. Jak widać, nie mam co na nią liczyć. Cholernie trudne. W końcu całe życie byliśmy razem, a teraz to się kończy. Przez jedną dziewczynę. A najgorsze w tym wszystkim jest to,że moi rodzice ją ubóstwiają. Uważają ją za taka małą kochaną córeczkę. A tak naprawdę to tylko poza. Chciała zniszczyć moją rodzinę?Brawo. 1:0 dla niej. Tylko, że nie przewidziała, że ja się odegram. Edward Anthony Cullen nadchodzi! I tym razem nie dam jej wygrać. Koniec z jakimikolwiek uczuciami w stosunku do niej i wiecznej trosce. Jest prawie dorosła. A ja nie jestem jej ojcem. Będę żył tak, jakby Bella Swan nigdy nie pojawiła się w moim życiu. To co? Przedstawienie czas zacząć!

***************************************************************************

Issie: No więc napisałam rozdział. Wreszcie. Mam nadzieje, że nie zanudziłam. Czekamy na komy i dziękujemy za poprzednie. Buziaki, Issie:*

Selinka: No cóż mi jak zawsze oczywiście się podoba. Teraz pytanie, co ja napiszę i kiedy. Przez szkołę wstaje od lekcji jakoś około 24 lub nawet 1 więc....jest ciężko, ale mam nadzieję, że coś uda mi się napisać.
Czekamy na komy.
Dziękuję za wszystkie poprzednie, które się ukazały, a nie były żadnym spamem pisanym na inne blogi tak samo....co się zdarza czasem.
Buziaki
Selinka :*